10/05/2026
Baustory S1 - Operacja „do 15:00”
Umówiłam dekarzy. Bez szaleństw z terminami - koniec listopada.
Myślę: dobra, zdążymy z dachem i podniesieniem ścian.
Zebrałam ekipę: jakieś 10 osób. Ludzie totalnie spoza branży, ale za to chętni do pomocy i żądni wrażeń. Był jeden, który wiedział, co robi. Byłam ja. I kilku ciekawskich obserwatorów. Nasz jedyny fachowiec ocenił robotę na... dwa dni.
Zaniemówiłam. Jakie dwa dni?! Przecież ludzie chcą wracać do domu o 15:00!
Nie było dwóch dni. Nie było nawet jednego...
Kto chciał - wchodził na dach.
Kto wolał nosić to, co spadało - pracował na dole.
Ja zostałam na ziemi, żeby od razu robić selekcję.
Papa lądowała na jednej kupce. Deski i belki wędrowały do stodoły, od razu posegregowane. Recykling level: budowlana perfekcja.
W skrócie?
Do piętnastej dach zniknął. Podwórko było ogarnięte. Ścięliśmy jeszcze samosiejkę czereśni, dach zabezpieczyliśmy plandeką, a na koniec - jak mrówki - wnieśliśmy pustaki na strop, przygotowując front robót na kolejny etap.
Panowie długo mnie potem wspominali...
A ja byłam tak nabuzowana adrenaliną, że nawet zakwasów nie zauważyłam.
I, oczywiście, dotrzymywałam im kroku.