Leśne Impresje Paulina Janczak

Leśne Impresje Paulina Janczak Ręcznie malowana porcelana, tkaniny, bombki z motywami prosto z natury.

Z drugim freciakiem wiąże się taka historia, że bardzo dawno temu (naprawdę dawno!) ktoś we mnie uwierzył. Uwierzył, że ...
16/08/2026

Z drugim freciakiem wiąże się taka historia, że bardzo dawno temu (naprawdę dawno!) ktoś we mnie uwierzył. Uwierzył, że namaluję jego ukochaną fretkę na kubku...

Podejmowałam kilka prób, ale nigdy nie byłam zadowolona z rezultatu. Po kilku latach (sic!) spróbowałam jeszcze raz. Do ideału wciąż daleko, ale cieszę się, że dostałam tę szansę. 🥰

Marzę o tym, żeby malować realistyczne portrety zwierząt, ale jednocześnie traktuję siebie zbyt surowo i nie pozwalam sobie na niepowodzenia. Uczę się być dla siebie nieco łagodniejsza i mniej samokrytyczna.

Jestem bardzo wdzięczna za wyrozumiałość, ogrom cierpliwości i za ten impuls, którym był komentarz pod jednym z moich postów. Dziękuję i wierzę, że kiedyś namaluję dla Ciebie jeszcze lepszą Molly 💙

Powiedz mi, że zbliża się Fretkowy Bazarek, nie mówiąc mi, że zbliża się Fretkowy Bazarek 😎Tradycyjnie już, malowana prz...
06/08/2026

Powiedz mi, że zbliża się Fretkowy Bazarek, nie mówiąc mi, że zbliża się Fretkowy Bazarek 😎

Tradycyjnie już, malowana przeze mnie fretunia 🐾
Ruszamy w tę w niedzielę o godz. 11:00!

Od trzech dni próbuję dokończyć pozaczynane kubki i powiem Wam, że nie jest łatwo 😅 Przy tych temperaturach farby moment...
01/08/2026

Od trzech dni próbuję dokończyć pozaczynane kubki i powiem Wam, że nie jest łatwo 😅 Przy tych temperaturach farby momentalnie zastygają na pędzlu 🙆🏻‍♀️

Zimorodek czeka na dostawę farb, a tymczasem powstaje... No właśnie, kto? Podpowiem, że tego ptaśka u mnie jeszcze nie b...
26/07/2026

Zimorodek czeka na dostawę farb, a tymczasem powstaje... No właśnie, kto? Podpowiem, że tego ptaśka u mnie jeszcze nie było 😀

Ze względu na swoje liczne występowanie nie jest chyba szczególnie lubianym ptakiem, ale ja jakoś lubię je obserwować... Podczas walk terytorialnych można oglądać naprawdę spektakularne gonitwy 😎

Dzień dobry, tęskniliście? 😅
24/07/2026

Dzień dobry, tęskniliście? 😅

Kiedyś miałam przyjemność namalować dla Hand made Dorota33 kubki z firmowym logotypem. Z jej uszytków od lat korzystają ...
05/07/2026

Kiedyś miałam przyjemność namalować dla Hand made Dorota33 kubki z firmowym logotypem. Z jej uszytków od lat korzystają nasze freciaki. Nie mogłabym nie polecić, szczególnie w tych trudnych dla rękodzielników czasach, gdzie algorytmy płatają figle.

Jeżeli macie zwierzęta i chcielibyście zamówić dla nich coś nietuzinkowego, personalizowanego i przede wszystkim świetnej jakości, z całego serducha polecam! 💙 Nasze komplety służą już wiele lat 🐾

U mnie też już się zrobiło trochę wiosennie 🥰Serdeczności dla Was! 🦋🐞🌷
25/03/2026

U mnie też już się zrobiło trochę wiosennie 🥰
Serdeczności dla Was! 🦋🐞🌷

13/02/2026

Trochę z przymrużeniem oka, trochę serio.
To jak to jest z tą moją blokadą?

Odkąd pamiętam, wszelkie aktywności wymagające ode mnie skupienia najchętniej podejmowałam w porach wieczorno-nocnych, gdy najmniej było wokół rozpraszaczy. Uczyłam się, czytałam książki, robiłam biżuterię, rysowałam, malowałam. Mama nie była z tego zadowolona. W dodatku nie przy biurku, tylko na podłodze (teraz też zanadto od tego nie odbiegam 🙈). Kiedy byłam nastolatką, zatkałam papierem dziurkę od klucza w moim pokoiku i rozkładałam koce pod drzwiami, żeby nie widziała światła. I tak jakimś cudem zawsze zauważyła... Przychodziła do pokoiku i goniła mnie do łóżka. "Noc jest od spania!" - powtarzała. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego, przecież to ja się ewentualnie nie wyśpię...

Nigdy nie potrzebowałam dużej ilości snu. 8 godzin? Mnie w zupełności wystarczyło 5-6. Jako osoba dorosła przez lata sypiałam nawet 4. Jak się na czymś zafiksowałam, to potrafiłam nie kłaść się wcale. Wierzcie mi, las po zmroku skrywa wiele tajemnic, a "jeszcze jeden rozdział" książki może się skończyć 4 godziny później. No i ta cholerna wena twórcza... zawsze po nocach...

Do dziś mam problemy ze snem, a mój mózg załącza największą aktywność wtedy, gdy kładę się spać. Zaczynają się analizy bieżącego dnia lub wydarzeń z przeszłości, dziesiątki wspaniałych pomysłów na podbój świata 💪, rozwój biznesu, czy zdobywanie nowych umiejętności. Czego to ja bym nie zrobiła! Teraz, rano, jutro, pojutrze, na wolnym, za rok... Zawsze uważałam, że nie wiem, co chcę w życiu robić. Miałam zbyt wiele zainteresowań i niewiele perspektyw na rozwój.

W praktyce? Z trudem przychodzi mi regularność i przymus. Nie cierpię niczego przerywać. Jeśli się na czymś mocno skupię i będę musiała tę czynność porzucić choć na moment, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nieprędko do niej wrócę. Nie potrafię się zmusić. Kiedy tworzę, często nie myślę nawet o jedzeniu, bo jest dla mnie zbyt dużym rozpraszaczem. Trzeba wstać, przyszykować coś, skonsumować - przecież szkoda na to czasu! Tylko się człowiek z rytmu wybije. Z ogromną niechęcią podejmuję decyzję o pójściu do łazienki, bo przecież muszę zostawić robotę na całe 5 minut, a powrót do niej zajmie mi najpewniej kilka godzin. Albo dni. W najgorszym wypadku, nie wrócę do niej wcale. Przed pracą też niełatwo zacząć, gdzieś tam w podświadomości czyha myśl, że zaraz trzeba będzie przerwać... 😒

Jak było wcześniej? W podstawówce miałam całkiem niezłe oceny, zdarzał się nawet czerwony pasek. Chyba tylko dlatego, że mama pilnowała, żebym siadała zaraz po szkole i odrabiała lekcje. Gimnazjum też raczej nie sprawiało mi większych trudności. Zaczęło się pogarszać w liceum. Do tego stopnia, że cieszyła mnie trója na zakończenie. Nie mogłam się uczyć wtedy, kiedy mi odpowiadało, więc słabo przyswajałam wiedzę. Dla mnie było najważniejsze, że w ogóle zdałam. Nie umiałam w odpowiedzi ustne, mój aparat mowy nie nadążał za tym, co wytworzył mózg i zamiast sensownej wypowiedzi wychodził mi bezsensowny bełkot a'la Piotr Żyła (chyba mój mózg też nie ma kontaktu z moim ciałem 🤪). Czasem wolałam nic nie powiedzieć i udać, że po prostu się nie nauczyłam, niż gadać od rzeczy. Do dziś nie potrafię się składnie wypowiadać, a już w szczególności w stresowych sytuacjach. Chcę mówić za dużo i za szybko. Za to pisanie idzie mi chyba całkiem nieźle (to może jednak napiszę ksiażkę? 😛).

Kiedy poszłam na studia, było coraz więcej materiału do nauki. W dzień nie potrafiłam zacząć, w nocy często nie wystarczało mi na wszystko czasu. Mało tego, odwlekałam każdą pracę, czy naukę na test do ostatniej chwili. Jedyny moment, w którym potrafiłam się jako tako zmobilizować, był zbliżający się deadline (czy ja właśnie nie próbowałam się teraz czegoś nauczyć i zamiast tego zaczęłam ten bzdurny wpis? 🤔). Do tego czasu wszystko inne pochłaniało moje zmysły - ptak przelatujący za oknem, bzyczący prąd w kontakcie (serio, słyszę, jak brzęczy listwa, czy żarówka, ale przysięgam, jeszcze nie zwariowałam), tykanie zegarka (nawet tego, który nosi się na ręce), czy myślenie o aktywnościach, na które akurat miałam ochotę i nie mogłam ich podjąć. Dlaczego zawsze największa wena przychodzi wtedy, kiedy powinnam zakuwać, pisać pracę, czy jak normalny człowiek - iść po prostu spać? 🙄Myśli na temat tego, co mogłabym zrobić WŁAŚNIE TERAZ, ewentualnie jutro, pojutrze, czy za rok, były zbyt absorbujące, żeby skupić się na czymś, od czego zależało zaliczenie przedmiotu. Ewentualnie w tym momencie chętnie bym się troszkę przespała. Tak z godzinkę albo dwie. W środku dnia.

Biorę na siebie dużo, o wiele za dużo, a później brakuje mi mocy przerobowych. Choć nie mam za bardzo energii i wkurzam się na innych, z reguły i tak ogarniam to, czego się podjęłam, głównie dlatego, że jestem słowna. Czuję się wypompowana już na starcie, nawet gdy dopiero przed chwilą otworzyłam oczy. Męczą mnie zbyt intensywne kontakty, nadmiar bodźców zewsząd, często czuję potrzebę twardego resetu (najchętniej bym wyłączyła wszystko i zaszyła się gdzieś na kilka dni w samotności). Życie w wielkim mieście toczy się dla mnie zbyt szybko, staram się zwolnić, jednak gdy pozwolę sobie na "nicnierobienie", to dziwnie się z tym czuję, zupełnie jakbym marnowała cenne zasoby. Co najzabawniejsze, pod presją czasu świetnie priorytetyzuję zadania, ale gdy mam go "za dużo", często zwycięża to, co akurat bliższe moim chęciom.

I tak oto człowieczek żyje sobie w ciągłym napięciu, jakimś szalonym i niepotrzebnym pędzie, okupując to zdrowiem. Po tak długiej przerwie wcale niełatwo mi wrócić do malowania, więc muszę się trochę pożalić. Chyba nie nadaję się do kręcenia biznesu. Najchętniej robiłabym wszystkiego po trochu i wtedy, kiedy chcę (czyt. w nocy)...

To jak tam u Was? 😛

09/01/2026

Podzielę się z Wami naszym małym, adoptowanym szczęściem 🥰

Myślałam, że po odejściu Lili nie będę chciała mieć już fretek (albo że nie nastąpi to zbyt prędko), ale zrządzeniem losu, pod koniec listopada trafił mi się taki oto huncwot na kilkudniowy dom tymczasowy. Jakoś tak magicznie wyszło, że ten tymczas zmienił się w dom stały 🤪 I tym oto sposobem gałgan jest z nami już prawie 2 miesiące.

Pojawił się, gdy minął rok (i 9 dni) od pożegnania Lili. Adopcja nie była łatwą decyzją, bo jednak wiąże się z tym ogrom odpowiedzialności i dodatkowych obowiązków, ale muszę przyznać, że dzięki jego obecności czuję się znacznie lepiej. Mam motywację, chęć do wstawania i robienia czegokolwiek, pomalutku wracam też do czynności, które sprawiały mi kiedyś przyjemność i przestałam umieć je robić. Czasem wydaje mi się, że to Lila [*], wraz ze swoją siostrą, Luną [*], go tu przysłały. To nie może być przypadek, że w tak trudnym momencie życia nagle pojawił się właśnie u nas 🥰 Jest szalenie wesołą fretką, ale też okropnie upartą i wysoce absorbującą, więc jest co robić każdego dnia 😅

Boże Narodzenie zbliża się wielkimi krokami, a ja coraz częściej dostaję od Was zapytania o tegoroczne bombki. Czuję się...
10/11/2025

Boże Narodzenie zbliża się wielkimi krokami, a ja coraz częściej dostaję od Was zapytania o tegoroczne bombki. Czuję się w obowiązku napisać coś więcej. Przede wszystkim dla Was, bo wiem, że wielu z Was każdego roku wyczekuje moich prac, ale i też troszkę dla siebie, bo chyba potrzebuję to z siebie wyrzucić.

Publikuję tu ostatnio sporadycznie, ale minął już pierwszy tydzień listopada i czuję, że nie uda mi się niczego namalować na czas. Jak wiecie, ostatnie dwa lata były pełne zawirowań i bardzo przykrych wydarzeń. Czuję się wyczerpana i przytłoczona zwykłą codziennością. Próbowałam wrócić do malowania, bo przecież to zawsze było coś, co dawało mi ogrom satysfakcji i ukojenia, ale gdy tylko coś mi nie wyszło, rodziła się we mnie frustracja, która tylko pogłębiała moją niechęć.

W tym roku znacznie podupadłam na zdrowiu, zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Najpierw mocno dawał mi się we znaki kręgosłup - nasiliła się zaawansowana dyskopatia, która uniemożliwiała mi normalne funkcjonowanie. Przestałam jeździć na rowerze, przestałam fotografować przyrodę, przestałam malować i rysować. Wychodzenie z dość ciężkim sprzętem fotograficznym w teren sprawiało mi ciągły ból, nie mówiąc już o pochylonej pozycji przy malowaniu, czy zbieraniu minerałów i skamielin. Wiele rzeczy musiałam odpuścić, co dodatkowo mnie przybiło.

Gdy już trochę ustabilizowałam sytuację z kręgosłupem, zadbałam o ruch, odrobinę ćwiczeń i zdrowsze posiłki (które w tamtym czasie kompletnie zaniedbałam), zaczęły mi garściami wypadać włosy. Nigdy przedtem nie widziałam takich ilości. Byłam i jestem tym przerażona. Za każdym razem, gdy czeszę lub myję włosy, boję się sprawdzić, ile tym razem ich straciłam. Dla komfortu psychicznego sporo ścięłam, dzięki czemu optycznie widzę ich mniej na szczotce, czy w odpływie.

Nasiliły mi się również problemy ze snem, choć tak naprawdę od dawna było mi trudno zasnąć bez Melatoniny. Okresowo wzmagają się też tiki, zwykle, gdy w głowie kotłuje się za dużo myśli. Mam wrażenie, że jestem permanentnie zmęczona i przebodźcowana. Życie w dużym mieście, gdzie wszystko dzieje się w szybkim tempie, też nie ułatwia sprawy. Oddaję więc część obowiązków, bo po prostu życie na wysokich obrotach nie jest w tej chwili dla mnie i czekam na jakiś regeneracyjny wyjazd poza miasto. Im dłuższy, tym lepiej...

Jestem w trakcie badań, konsultacji i suplementacji, ale kumulacja tych wszystkich rzeczy sprawia, że trudno mi podejmować prozaiczne decyzje. Czasem nie wiem, co jest w danej chwili większym priorytetem. Przede mną jeszcze długa droga, żeby sobie to wszystko jakoś poukładać. Chciałabym działać, ale nie mogę. W przestrzeni publicznej chyba całkiem nieźle sobie radzę, a może powinnam powiedzieć "nieźle się maskuję", ale tak naprawdę nie mam ochoty spotykać się z ludźmi.

Postanowiłam, że zajmę się sobą. Zawsze byłam dla innych, teraz mój organizm w zasadzie mnie zmusił, żebym zatroszczyła się o swoje zdrowie. Odkładam na bok rzeczy, które w tej chwili mi nie służą albo zwyczajnie mnie przerastają. Dam sobie tyle czasu, ile będę potrzebowała. Bez presji, bez robienia na siłę. Choć tłumaczę sobie racjonalnie, że najwyższa pora, to i tak gdzieś tam w głębi czuję, że zawiodłam. I siebie i Was.

Przyznanie się do własnego stanu wymagało ode mnie ogromnego aktu odwagi, bo przecież są tu znajomi, rodzina, a także mniej lub bardziej życzliwe osoby. Mimo wszystko musiałam i nawet chciałam, byłam Wam to winna. Jak tylko poczuję się już stabilnie, wrócę do Was, obiecuję.

Trzymajcie się ciepło,
Paulina

Adres

Wałbrzych

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Leśne Impresje Paulina Janczak umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Leśne Impresje Paulina Janczak:

Skróty

Udostępnij