30/07/2026
Kolejna odsłona serii „W domu architekta wnętrz”.
Tym razem zaglądamy do strefy dziennej – miejsca, w którym spędzamy najwięcej czasu jako rodzina.
Wychowałam się w mieszkaniu, w którym dominowały intensywne kolory i mnóstwo przedmiotów ustawionych na otwartych półkach. Myślę, że wiele osób pamięta takie wnętrza z dzieciństwa. Projektując własny dom, świadomie poszłam w zupełnie innym kierunku.
Postawiłam na minimalizm, kolory ziemi i dużą ilość zamkniętych miejsc do przechowywania. Zależało mi na tym, aby większość rzeczy miała swoje miejsce w szafach i szafkach, a na widoku pozostawały tylko starannie dobrane elementy. Dzięki temu wnętrze jest spokojne, uporządkowane i sprzyja odpoczynkowi – a właśnie na takim efekcie najbardziej mi zależało.
Dom, w którym mieszkam, powstał dzięki adaptacji budynku przemysłowego. Aby uzyskać układ funkcjonalny, na którym nam zależało, wyburzyliśmy część ścian konstrukcyjnych, a ich funkcję przejęły stalowe belki.
Ze względu na charakter tej konstrukcji nie chciałam, aby dominowała we wnętrzu. Początkowo została pomalowana na biało, jednak ostatecznie zdecydowaliśmy się ukryć ją w łukowych zabudowach z płyt gipsowo-kartonowych, wykończonych tym samym tynkiem glinianym co ściany.
Jednym z moich ulubionych elementów tej przestrzeni są okrągłe kinkiety wykonane na budowie z płyt MDF i również wykończone tynkiem glinianym. To rozwiązanie powstało specjalnie do tego domu i do dziś cieszy mnie za każdym razem, gdy wchodzę do salonu.
Projekt tego domu jest dla mnie wyjątkowy nie tylko dlatego, że sama go zaprojektowałam. To przede wszystkim miejsce stworzone pod potrzeby mojejc rodziny i dowód na to, że nawet adaptując budynek o zupełnie innym przeznaczeniu, można stworzyć ciepły, funkcjonalny dom.
Jeśli chcecie zobaczyć cały projekt, zapraszam na moją stronę internetową. Link znajdziecie w komentarzu.