22/07/2026
To nie jest pocztówka z wakacji.
Miał to być tydzień spędzony z tatą, moim synem i psami. Trochę razem, trochę na działce, trochę z dala od codzienności. Mieliśmy też przekazać znalezionego szczeniaka w ręce jego nowego, odpowiedzialnego opiekuna.
Pierwszego poranka wszystko potoczyło się jednak zupełnie inaczej.
Ktoś otruł moje psy. Był weterynarz, szybka reakcja, policja, powrót do domu, żeby poczuć się bezpieczniej. Było też pisanie zawiadomienia i decyzja, że nie chcę tej sprawy po prostu zostawić.
Nasze plany na ten tydzień musiały się zmienić.
Trzeba było działać, podejmować decyzje i jednocześnie próbować zachować trochę normalności. A także pozwolić sobie na to, żeby przeżyć to, co się wydarzyło.
Z psami na ten moment wszystko jest w porządku. Zareagowaliśmy szybko, leczenie zostało wdrożone, a ja staram się nie dopuszczać do siebie czarnych scenariuszy.
Nie wiem jeszcze, jak ta historia się zakończy.
Ale działam dalej.
I chyba właśnie dlatego, kiedy miałam już wrócić do domu i odłożyć wszystko na później, sięgnęłam po tę bluzkę.
Nie miałam planu. Była kiedyś zaprawiona soją i czekała na swój moment. Miałam w ogrodzie nachyłek barwierski. Więc zaczęłam.
Nie dlatego, że wszystko było w porządku.
Może właśnie dlatego, że nie było.
Czasem nie możemy zmienić tego, co się wydarzyło. Możemy jednak zdecydować, co zrobimy z kolejną godziną, kolejnym dniem.
Nawet jeśli plan trzeba napisać od nowa. 🌿