Dowla.ceramics

Dowla.ceramics 🌱 Ceramika z ziemi, z natury, z życia. 🌱

05/03/2026
A TU MOJE PODSUMOWANIE Z WIERZBOWEGO WYZWANIAZrobiłam zdjęcia swojej wierzbie przez... 145 dni, a zatem przez 220 ich ni...
09/05/2025

A TU MOJE PODSUMOWANIE Z WIERZBOWEGO WYZWANIA

Zrobiłam zdjęcia swojej wierzbie przez... 145 dni, a zatem przez 220 ich nie robiłam.

Pierwsza przerwa pojawiła się już na... 3 dzień (10.V), kiedy to wyjechałam na weekend. No, ale cóż, pomysł był spontaniczny, więc gdy go ogłaszałam, zapomniałam o tym fakcie.

Dzień w dzień robiłam i publikowałam 1 zdjęcie wierzby najdłużej przez... 10 dni (18-27.V).

Pierwsza długa przerwa pojawiła się, gdy wyjechałam w lipcu na wakacje. Po powrocie już ciężko mi było wrócić do codziennego rytmu. Wtedy też miałam najdłuższą przerwę w niepublikacji (17 dni). Ale takich wielodniowych przerw było kilka.

Gorzej mi szło zimą. Pewnie dlatego, że dni krótkie i jak nie zrobiłam tego przed pracą, to po nie widziałam sensu, bo było już ciemno i zdjęcia mało wyraźne.

Zapalałam się, gdy wpadałam na pomysł serii (np. 4 strony świata, wierzba z każdego piętra klatki, kolekcja mojej ceramiki na wierzbie).

W grudniu pierwszy raz wrzuciłam danego dnia zbiorczy pakiet zdjęć wierzby z kilku poprzednich dni. Potem robiłam to już coraz częściej.
Dlaczego? Piszę na karuzeli.

🌳 Ale mimo tego, że nie zrobiłam jej zdjęć przez 220 dni, to po pewnym czasie weszło mi już w krew świadome patrzenie na nią z myślą, że trzeba to zdjęcie cyknąć. 🌳

20/04/2025

Niezmiennie mnie to fascynuje, że z tej grudki ziemi, w której trzeba się upaprać, która brudzi i nie zawsze ma przyjemn...
20/03/2025

Niezmiennie mnie to fascynuje, że z tej grudki ziemi, w której trzeba się upaprać, która brudzi i nie zawsze ma przyjemny i pachnący wygląd, powstają na koniec piękne przedmioty, po których trudno sobie wyobrazić, że powstały z takiego niczego. Niezmiennie.

Te kubki są opalane drewnem. I to nie jest żadna przenośnia. Większość dzisiejszej ceramiki wypala się w piecach elektry...
08/02/2025

Te kubki są opalane drewnem. I to nie jest żadna przenośnia.

Większość dzisiejszej ceramiki wypala się w piecach elektrycznych. Ustawiasz programator, włączasz piec, wychodzisz z pracowni i ceramika wypala się sama. Bardzo to wygodna oszczędność czasu, bo taki wypał trwa 7-8h.

Ale brakuje w tym wypale magii ognia.
Piec opalany drewnem zapewnia takie atrakcje.

Niewielu w Polsce ceramików buduje sobie takie piece, rzadko wypala się tą metodą. Jest czasochłonna, bo przez cały wypał musisz siedzieć przy piecu i dorzucać do niego drewna. I widzisz, jaki to jest trudny proces.

Musisz osiągnąć 1300°C, ale bardzo trudno jest zdobyć tę najwyższą temperaturę. Piec jakby staje, zatrzymuje się na 1100°C i mimo dorzucania kolejnych partii drewna nie chce iść dalej. Do tego im wyższa temperatura, tym więcej tego drewna zżera i trzeba częściej wybierać żar. Otwierasz drzwiczki pieca, bucha ponad 1100°C, jest ci gorąco, wybierasz żar, a podczas takiego wybierania temp w piecu szybko spada, choć ty tego nie czujesz. I znów zamykasz drzwiczki pieca, dorzucasz drewna, temperatura wolno rośnie przez godzinę, wybierasz żar i temperatura drastycznie spada w przeciągu kilka minut. Ostatnie 200°C to naprawdę walka z ogniem.

W sumie nie wiesz, ile ci taki wypał zajmie czasu. Nie jesteś w stanie oszacować. W idealnej sytuacji 6h, ale w ekstremalnej... Uczestniczyłam raz w takim, gdzie cały wypał trzeba było na następny dzień powtórzyć. W tym wypale wiele zależy od warunków atmosferycznych. Za każdym razem nie wiesz, jak będzie. Wiesz tylko, że musisz w tym uczestniczyć od początku do końca, bo musisz regularnie dorzucać do pieca.

Lubię od czasu do czasu być częścią tego etapu powstawania ceramiki z żywiołem ognia. Jest to bardzo satysfakcjonujące. A efekty ceramiczne z takiego wypału też są niepowtarzalne, głębsze, bardziej ogniste i ziemiste, bliższe natury. Te kubki są tego dowodem.

Fragment filmu z wypału na ostatnim kaflu.

WYMYŚLANIE NOWYCH PROJEKTÓW u mnie nie bierze się z rysowania w szkicowniku, ale z tego, co zobaczę w glinie albo z... n...
20/01/2025

WYMYŚLANIE NOWYCH PROJEKTÓW u mnie nie bierze się z rysowania w szkicowniku, ale z tego, co zobaczę w glinie albo z... naprawiania błędu.

Np. ten projekt kubka powstał z tego, co zobaczyłam w glinie.
W formie niewątpliwie najciekawsze jest w nim ucho i ono właśnie powstało z tego, że nadając walcowaty kształt kubkowi z płata gliny, zawisł mi nadmiar takiego płata (widać to na 2 zdjęciu), w którym zobaczyłam to ucho właśnie i zamiast je odcinać, zrobiłam w nim jajowatą dziurę, załagodziłam brzegi i bang! Jest ucho!

I tak powstała już kolejna seria z tej kolekcji tym razem 9 kubków, bo 10 pękł po wyjęciu go z pieca (6 zdjęcie).
Wkrótce w sprzedaży.

---
Na ostatnim zdjęciu jeden z pierwszych, jaki powstał z tej serii.

Wracam do kubków, których fotografowanie w te któtkie dni o stalowym niebie są zawsze wyzwaniem. Ale znalazłam w domu pr...
14/01/2025

Wracam do kubków, których fotografowanie w te któtkie dni o stalowym niebie są zawsze wyzwaniem. Ale znalazłam w domu przyjemne miejsce blisko okna zgodnie z zaleceniami .

Jest ich 9. Są też duże, nawet na 500 ml ciepłego napoju. Doskonałe do picia, gdy się trzeba nad czymś dłużej zadumać;)

Są malarskie, niejednolite. Każdy z nich wygląda zupełnie inaczej, gdy się go obróci z drugiej strony. Tu prezentuję 4 z nich na 8 kaflach (bo każdy pokazany z obu stron).

No właśnie. Może ktoś z Was ma ochotę pozgadywać, który kafel należy do którego kubka?

Jeśli tak, to piszcie. A ja jutro podam rozwiązanie tej kubkowej zgadywanki w stories.


#

Że proces tworzenia/ kreowania sprawia mi wielką frajdę doświadczyłam już podczas moich pierwszych rzeźbiarskich podejść...
06/01/2025

Że proces tworzenia/ kreowania sprawia mi wielką frajdę doświadczyłam już podczas moich pierwszych rzeźbiarskich podejść do pracy z gliną. Ale nabrałam w tym pewności, że potrafię to robić i że praktycznie zawsze znajdę właściwe rozwiązanie, gdy przez 12 lat projektowałam modele z klocków Morphun.

Na początku stresowałam się każdym nowym wyzwaniem, czy mu podołam, czy znajdę rozwiązanie z dostępnych mi jedynie trójkątnych i kwadratowych klocków.

Z czasem nabrałam pewności, że zawsze znajdę sposób na zbudowanie poleconego mi zadania.

~Smokozaur był moim ostatnim zleceniem. Nie był trudny do wymyślenia, jeśli chodzi o jego kształt. Wyzwaniem była jego wielkość, żeby zachować proporcje. A był za duży, żeby robić mu kilka prób. Sama jego głowa była wielkości modelu ~szczura, którego wykonanie zajęło mi kilka tygodni.

~Logo firmy z okrągłych liter, choć do dyspozycji tylko klocki kanciaste w kształcie trójkątów i kwadratów było wyzwaniem, trzeba było pokombinować. Ale tym większą przyniosło mi frajdę jego wykonanie.
~Podobnie ze zrobieniem pięcioramiennej gwiazdy we fladze Chin. A na pomysł z falowaniem flagi na wietrze wpadłam przypadkiem, gdy podczas pracy jeden z klocków mi się odwrócił tyłem do przodu:)
~Para młoda, mapa Chin z zachowaniem wszelkich proporcji krain, fragment Muru Chińskiego - proszę bardzo.
~ Ruchomy młyn wodny - do zrobienia.
~Najtrudniej było coś wymyślić, gdy trzeba się było zmieścić w małym limicie klocków. Że mi się udało zrobić tego narciarza w ruchu z max 50 klocków, to sama byłam w szoku.

Tak, to klocki nauczły mnie wiary w swoją kreatywność. To one uświadomiły mi, że przekraczanie własnych schematów myślowych jest dla mnie najbardziej ekscytującym i inspirującym zajęciem. A każdy w ten sposób powstały model był jak narodziny własnego dziecka - napawał mnie radością i dumą.

To samo mam teraz, gdy tworzę ceramikę.

Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo pracowite. Owszem, ceramicznie, ale w formie usługowej, a nie produktowej, czyli ...
17/12/2024

Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo pracowite. Owszem, ceramicznie, ale w formie usługowej, a nie produktowej, czyli jako prowadzącej warsztaty, gdzie jest się dla ludzi i ich prac, a nie tworzącej własną ceramikę, gdzie jest się dla siebie i swoich prac.

I chociaż czułam ogromną wdzięczność za te wszystkie warsztaty, bo lubię ludzi, mam ich ciekawość, a w prowadzeniu takich zajęć czuję się już bardzo swobodnie, to kilka dni temu poczułam się bardzo zmęczona i to nie tylko fizycznie. Wsłuchałam się w to i zrozumiałam, że moje ciało przypomniało mi, po co założyłam swoją pracownię - żeby tworzyć i spędzać coraz więcej czasu ze sobą i swoimi pomysłami, żeby kreować.

Większość życia zawodowego pracuję z ludźmi i dla ludzi, ale kilka lat temu poczułam mocno, że chcę pracować głównie z samą sobą, że to jest moja prawdziwa natura. Że proces tworzenia/ kreowania sprawia mi największą frajdę i w nim chcę się zanurzyć. Zrozumiałam to, gdy przez 12 lat wymyślałam dla dzieci modele z klocków i mi się to nigdy nie znudziło, bo tworzyłam, bo przekraczałam swoje schematy myślowe, bo kreowałam. I właśnie ten proces przekraczania moich własnych barier kreatywności był dla mnie najbardziej ekscytujący i inspirujący. A każdy w ten sposób powstały model był jak narodziny własnego dziecka - napawał mnie radością i dumą.

Chcę nadal dawać ludziom coś od siebie, ale już coraz mniej siebie. Dlatego mam dziś urodzinowe postanowienie, żeby w pracy trzymać ten balans, nie zapominać o swoim i jeszcze skuteczniej dążyć do pierwotnie obranego celu.

---
A warsztatów było tyle, że nie zdążyłam z wypromowaniem kubków, które miały być na święta. Nie byłam już w stanie. Będę je zatem pokazywać na spokojnie po. Widocznie mają się sprzedawać w innym, nieświątecznym trybie...

A póki co wrzuciłam do sklepu tylko jeden z nich - moim zdaniem do użycia głównie przez osoby leworęczne (bo tak się ułożyło ucho przy jego lepieniu).

Nie chciało mi się czytać tej książki. Została mi wciśnięta na siłę przez osobę, która mnie zna i tak poleżała sobie na ...
30/11/2024

Nie chciało mi się czytać tej książki. Została mi wciśnięta na siłę przez osobę, która mnie zna i tak poleżała sobie na półce ze 2 lata.

Nie chciało mi się jej czytać, bo po latach fascynacji reportażami już mi się przejadło, już mi się zatęskniło za kwiecistym językiem beletrystycznym. Ale kiedy się już za nią wzięłam, język Boni mnie wciągnął.

Ta książka jest oparta na pomyśle wyliczania: przedmiotów, dni, zdarzeń związanych z potrójną tragedią, jaka dotknęła Japonię - tsunami, trzęsieniem ziemi i wybuchem elektrowni jądrowej w jednym czasie.

To wyliczanie nadaje harmonii, stałości i spokoju opisywanej historii. Znika panika, strach i chaos. Jest porządek rzeczy...

A ćwiczenie z końca książki powaliło mnie na łopatki i stwierdziłam, że każdemu z nas by się przydało wykonać je chociaż raz, żeby bardziej przeżywać życie. Dlatego umieściłam je tu na kolejnych kafelkach.

---
A o kolekcji kubków, która towarzyszy tej książce już wkrótce.

Lubię zacisze cmentarzy. Odpoczywam.Zatrzymuję się w codziennym pędzie.Przyglądam tym napisom na nagrobkach, zdjeciom. B...
03/11/2024

Lubię zacisze cmentarzy.
Odpoczywam.
Zatrzymuję się w codziennym pędzie.
Przyglądam tym napisom na nagrobkach, zdjeciom.
Buduję historie.
Oddaję się zadumie, refleksji nad życiem właśnie i jego tajemnicą.
Zwalniam.
Nigdzie nie jestem tak blisko życia jak na cmentarzu właśnie.
Lubię tam zaglądać na co dzień, nie tylko od święta.

Adres

Piekarska 9 Lok 19
Łódź
91-314

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dowla.ceramics umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Dowla.ceramics:

Udostępnij