PASJA DO WNĘTRZ

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: firmę

PASJA DO WNĘTRZ ARCHITEKTURA / PROJEKTOWANIE / WIZUALIZACJE
www.pasjadownetrz.pl Każdy detal ma znaczenie. Każda przestrzeń ma swoją opowieść. Nie projektuję wnętrz.

Projektuję emocje. Dzień dobry, mam na imię Maja – projektuję wnętrza, które żyją. Jestem projektantką wnętrz z wykształceniem technicznym i artystycznym – ukończyłam zarówno szkołę inżynierską, jak i Akademię Sztuk Pięknych na kierunku Architektura Wnętrz. Dzięki temu moje projekty łączą funkcjonalność z estetyką, logikę z emocją. Tworzę przestrzenie przytulne, pełne ciepła i klimatu – niepowtarzalne jak osoby, dla których powstają. Uwielbiam naturalne materiały: drewno, cegłę, len. Lubię łączyć różnorodne tekstury, kolory i wykończenia w sposób nieoczywisty, ale harmonijny. Każdy projekt to dla mnie rozmowa – z miejscem, z jego historią i z Tobą. Jeśli szukasz wnętrza z duszą – zapraszam do współpracy. Witaj na moim profilu :)

Obserwuj mnie na kontach IG : https://www.instagram.com/pasja_downetrz
lub FB Fun Page: https://www.facebook.com/pasjadownetrz

Historia pewnego domu pod Łodzią.           Za Nią dzień pełen liczb. Tabele, Excel, telefony, terminy, odpowiedzialność...
18/09/2026

Historia pewnego domu pod Łodzią.

Za Nią dzień pełen liczb. Tabele, Excel, telefony, terminy, odpowiedzialność. Taka praca, w której trzeba być skupionym, konkretnym i mieć wszystko pod kontrolą.

Ale kiedy zamykają się drzwi tego domu, kończy się świat tabelek.

Tu zaczyna się zupełnie inna historia.

Dwa psy witają ją tak, jakby nie widziały jej co najmniej miesiąc. Kot — oczywiście — zachowuje stosowny dystans. 😉 Gdzieś w domu toczy się życie dwójki nastolatków. A ona najchętniej zamieniłaby biurowe buty na te do stajni, bo od lat jej największą miłością są konie. I jest ta niezwykła wolność, którą daje chwila w siodle, przestrzeń i galop.

Właśnie takie uczucie chciałyśmy przenieść do tego domu.

Projektowałam go 6 lat temu i już wtedy wiedziałyśmy, czego tutaj nie chcemy.

Nie chciałyśmy wnętrza, które będzie krzyczało: „spójrzcie, jakie jestem modne!”. Nie chciałyśmy katalogowej perfekcji ani rozwiązań, które za kilka sezonów będą przypominały, w którym dokładnie roku powstał projekt.

Ten dom miał mówić ciszej, miał być piękny w swojej prostocie.
Bez nadęcia, bez wyszukanych , drogich materiałów.

Dlatego pojawiły się naturalne drewno, ciepła biel, spokojne szarości, trochę czerni, stara cegła, wiklina, plecionki i mnóstwo zieleni. Proste formy połączyłam z elementami stylu wiejskiego, skandynawskiego i farmhouse. Motyw koni pojawia się tu i tam — subtelnie, bez dosłowności — bo wnętrze miało opowiadać o właścicielce, a nie być dekoracją na jeden sezon.

Miało być ciepło, swobodnie i prawdziwie.

Tak, żeby można było wejść z psem mokrym po spacerze. Usiąść z kawą przy drewnianym stole. Rzucić koc na kanapę. Otworzyć drzwi na ogród. Nie martwić się, że coś nie stoi idealnie na swoim miejscu.

Bo przecież przez większą część dnia trzeba mieć wszystko pod kontrolą.

W domu już nie trzeba.

I chyba właśnie dlatego tak lubię wracać do zdjęć z tej realizacji
po 6 latach.

Patrzę na nie i nie zastanawiam się, czy ten dom jest nadal modny.

Myślę sobie coś zupełnie innego:
.."dobrze, że nigdy nie próbował taki być "...

Miał być Jej miejscem.
Ucieczką od cyfr, terminów i odpowiedzialności.
Trochę jak powrót do stajni, zapach drewna, cisza po całym dniu i ta chwila, kiedy człowiek wreszcie czuje, że może puścić wodze.

Miłego dnia ;)

Zdjęcia: Janowicz Maciej sesja 2020 r.
Projekt i stylizacja: Maja Różańska Architekt Wnętrz

A gdyby okazało się, że do szczęścia wystarczy… 65 m² ?.Nie 150 m2 ani 300 m2.To Niespełna 65 m².Mały drewniany domek z ...
14/09/2026

A gdyby okazało się, że do szczęścia wystarczy… 65 m² ?.

Nie 150 m2 ani 300 m2.
To Niespełna 65 m².

Mały drewniany domek z zielonymi oknami.
Trochę nieidealny, trochę wiekowy, z własną historią zapisaną w deskach i belkach. Taki, którego nie chciałabym „naprawiać” nowoczesnością. Chciałabym raczej sprawić, żeby znów chciało się w nim żyć powoli.

Kiedy właściciele napisali mi, że lubią slow living, slow food, książki, własne owoce i warzywa – właściwie wszystko stało się jasne.

Ten projekt nie miał być o trendach.
Miał być o życiu.

O kawie wypitej na werandzie. O cieście stygnącym na stole.
O fotelu ustawionym tam, gdzie najlepiej czyta się książkę.
O drewnie, które nie musi być idealne. O starym meblu znalezionym gdzieś przypadkiem i o zielonych drzwiach otwieranych latem prosto na ogród.

Tylko jak zmieścić to wszystko na 65 m²?

Trzeba było sprawić, żeby każdy zakamarek i każdy cm miał więcej niż jedno zadanie. Dlatego salon może stać się również sypialnią, wąska weranda mieści dodatkowy stół, siedzisko, dużą szafę i ukryte pomieszczenie techniczne, a niewielka kuchnia ma być prawdziwym sercem tego domu. Na poddaszu znajduje się jeszcze niewielka sypialnia gościnna.

A wszystko otulone drewnem, lnem, wikliną, glinianym tynkiem, rustykalnymi płytkami i zielenią. Trochę francuska wieś, trochę domek gdzieś na końcu świata. I zdecydowanie żadnego katalogowego ideału.

Bo może luksus wcale nie zaczyna się od liczby metrów?

Może zaczyna się wtedy, kiedy rano otwieramy zielone drzwi, wpuszczamy do środka zapach ogrodu i… nigdzie nie musimy się spieszyć.

5 lat później… i nadal bardzo lubię to mieszkanie! Są takie projekty, do których wracam po latach i myślę sobie: „Kurczę...
07/09/2026

5 lat później… i nadal bardzo lubię to mieszkanie!

Są takie projekty, do których wracam po latach i myślę sobie: „Kurczę, to nadal się broni!” I właśnie tak mam z tym mieszkaniem.

Projekt powstał 5 lat temu i wtedy również odbyła się ta sesja zdjęciowa. Od tamtej pory zmieniło się mnóstwo trendów, pojawiły się nowe „must have”, modne kolory zdążyły przyjść, odejść i… pewnie jeszcze wrócić. A to wnętrze? Moim zdaniem nadal wygląda świeżo, przytulnie i całkiem ponadczasowo.

Ale zacznijmy od początku, bo przed remontem była tutaj zwykła kawalerka z oddzielną kuchnią. A ja dostałam zadanie: wycisnąć z tych metrów zdecydowanie więcej. 😊

Bardzo zależało mi na stworzeniu osobnej, pełnoprawnej sypialni, żeby mieszkanie było wygodne zarówno do codziennego życia, jak
i ewentualnego wynajmu krótkoterminowego. Zrobiłam więc małą wnętrzarską rewolucję.

W miejscu dawnej kuchni powstała sypialnia, natomiast aneks kuchenny przeniosłam do dużego pokoju, tworząc otwartą strefę dzienną. Zniknęła również ściana pomiędzy korytarzem a wejściem do salonu. I to był naprawdę dobry ruch – wnętrze od razu zaczęło wyglądać na większe, jaśniejsze i bardziej przestronne.

A ponieważ w małych mieszkaniach każdy centymetr jest na wagę złota, nie mogłam pozwolić, żeby jakakolwiek wnęka się zmarnowała. W tej znajdującej się przy salonie zaprojektowałam oddzielną garderobę, a dzięki przesunięciu jednej ze ścian w przedpokoju udało się wygospodarować miejsce jeszcze na dwie dodatkowe szafy. W jednej z nich została umieszczona pralka i wygospodarowałam miejsce na przechowanie deski do prasowania i odkurzacza. Małe mieszkanie? Owszem. Mało miejsca do przechowywania? Niekoniecznie!

No i łazienka… 😁

Już słyszę pytanie:
„Ale jak tam myć podłogę wokół tej wanny?!”

Wiem, wiem. Łazienka jest niewielka, a wanna wolnostojąca zabrała trochę cennej przestrzeni. Ale właścicielka była zdecydowaną zwolenniczką kąpieli w wannie – najlepiej długiej, przy świecach –
i to było jedno z jej ważniejszych życzeń. Była również świadoma trudniejszego dostępu do przestrzeni wokół wanny i… świadomie wzięła ten „problem” na siebie.

Patrzę dzisiaj na te zdjęcia, po pięciu latach, i chyba najbardziej cieszy mnie właśnie to, że wnętrze nie krzyczy datą swojego powstania. Naturalne drewno, biel, szarości, błękity, proste formy, plecionki, wzorzysta podłoga i sporo naturalnych dodatków zrobiły swoje.

I na koniec zostawię Wam małą niespodziankę – kilka zdjęć mieszkania PRZED remontem. 😁

Bo czasem patrząc na gotową realizację trudno uwierzyć, od czego wszystko się zaczęło.

A ja lubię takie zestawienia najbardziej. Pokazują, że nawet z niepozornej kawalerki w bloku można wyczarować funkcjonalne mieszkanie z osobną sypialnią, garderobą, dużą ilością przechowywania i miejscem, w którym po prostu dobrze się mieszka.

5 lat minęło. A ja? Nadal niczego bym się tutaj nie powstydziła. 😊

Nasz DOM. Chyba najważniejszy projekt w życiu.Dokładnie rok temu w naszym domu wydarzyło się coś, co do dziś wspominam z...
04/09/2026

Nasz DOM. Chyba najważniejszy projekt w życiu.

Dokładnie rok temu w naszym domu wydarzyło się coś, co do dziś wspominam z ogromnym wzruszeniem.
Odbyła się tutaj sesja zdjęciowa dla miesięcznika Weranda .

Dla osoby, która na co dzień zawodowo zajmuje się projektowaniem wnętrz, trudno chyba o piękniejsze docenienie własnej pracy. Bo tym razem nie pokazywałam domu mojego klienta. Nie opowiadałam o projekcie, który stworzyłam dla kogoś.

Pokazałam swój własny dom.

Taki, jaki naprawdę jest.

Bez specjalnego strojenia go pod trendy. Bez udawania. Bez wnętrzarskiej pompy i bez potrzeby udowadniania czegokolwiek.

Po prostu nasz. ❤️

Niewielki, rodzinny dom, w którym każdy przedmiot znalazł się z jakiegoś powodu. Są tutaj rzeczy nowe, ale jest też mnóstwo tych „po przejściach”. Meble wyszukane gdzieś przypadkiem, przedmioty z historią, pamiątki, plakaty, drewno, len, trochę niedoskonałości i całkiem sporo rzeczy, których pewnie nie zestawiłby ze sobą żaden katalog ;)

A jednak razem tworzą Nasze miejsce.

I chyba właśnie to najbardziej ucieszyło mnie w materiale „Werandy” — że dostrzeżono nie perfekcyjność, ale atmosferę tego domu. Jego naturalność, eklektyzm, stare przedmioty, światło i zwyczajną domową przytulność.

Bo ja naprawdę wierzę, że dom nie powinien być wystawą. Powinien być miejscem, w którym dobrze się żyje.

Takim, do którego chce się wracać.

I myślę, że trochę za mało mówi się o tym, jak ogromny wpływ ma na nas przestrzeń, w której spędzamy przecież tak dużą część życia.

Warto więc zaopiekować się swoim otoczeniem. Nie dla gości.
Nie dla zdjęć. Nie dlatego, że coś jest aktualnie modne.

Dla S I E B I E.

Nie potrzeba do tego ogromnego metrażu ani spektakularnego budżetu.

Potrzeba trochę czułości dla miejsca, w którym żyjemy.

Projektuję wnętrza od lat i wiem jedno — zdecydowanie najtrudniej projektuje się dla siebie. 😉
Projektant zna za dużo możliwości, widział za dużo pięknych rzeczy i potrafi zmienić zdanie dokładnie wtedy, kiedy wydawało mu się, że już wszystko ustalił.

Ale patrząc dzisiaj na nasz dom, czuję, że w tym przypadku… chyba mi się udało.

Nie dlatego, że jest idealny.

Właśnie dlatego, że nie jest.

Jest prawdziwy. Trochę eklektyczny, trochę skandynawski, trochę vintage. Pełen naturalnych materiałów, rzeczy z historią i śladów naszego codziennego życia. Jest dokładnie taki, jak wnętrza, które staram się tworzyć dla innych — ciepły, niewymuszony i z duszą.

I przede wszystkim dobrze nam się tutaj żyje.

Mnie.
Mojej rodzinie.
Nam wszystkim.

A przecież na końcu właśnie po to projektujemy domy.

Nie po to, żeby robiły wrażenie na innych.

Po to, żeby po całym dniu zamknąć za sobą drzwi, rozejrzeć się dookoła i pomyśleć: dobrze, że jestem w domu.

I chyba właśnie dlatego, choć na co dzień projektuję domy dla innych, ten mój niewielki pozostanie dla mnie najważniejszym projektem.

A publikacja w czasopiśmie Weranda?
Była pięknym potwierdzeniem, że czasem to, co tworzymy przede wszystkim dla siebie i po swojemu, może zostać zauważone także przez innych.

I za to jestem ogromnie wdzięczna.

Zdjęcia: Dariusz Jarząbek Fotografia
Publikacja: Weranda wrzesień 2025

Są projekty, które zaczynają się od rzutu, inspiracji zapisanych na Pintereście i listy ulubionych kolorów.A są też taki...
27/08/2026

Są projekty, które zaczynają się od rzutu, inspiracji zapisanych na Pintereście i listy ulubionych kolorów.

A są też takie, które zaczynają się od… historii człowieka.

I właśnie taki był ten projekt. 🤎

Kiedy Pani Agnieszka napisała do mnie wiadomość szczególnie zapamiętałam jedno zdanie:

„Nadszedł moment, aby znaleźć w końcu swoje miejsce na ziemi
i odnaleźć w nim spokój.”

I chyba właśnie SPOKÓJ stał się najważniejszym słowem tego projektu.

Bo życie Pani Agnieszki zdecydowanie nie jest spokojne. 😊
To kobieta wielu światów, zainteresowań i obowiązków.

A pomiędzy tym wszystkim ogromna potrzeba, żeby wreszcie mieć miejsce, w którym można po prostu… być.

Chciałam zatem zaprojektować dla Niej dom, który będzie mówił:

„Jesteś u siebie. Możesz zwolnić.”

Nie ma tu wnętrz stworzonych pod chwilowy trend.

Jest za to miejsce dla mnie szczególnie ważne w tym projekcie – pracownia ceramiczna. 🤎

Bo skoro ceramika jest częścią świata Pani Agnieszki, nie mogło zabraknąć przestrzeni, w której można zamknąć drzwi, ubrudzić ręce gliną i tworzyć dokładnie tak, jak ona chce.

I może właśnie dlatego tak bardzo lubię ten projekt.

Kiedy projektuję wnętrza, nie chcę tworzyć kolejnego ładnego obrazka. Chcę najpierw dowiedzieć się, kto będzie w nim mieszkał. Jak wygląda jego dzień. Co kocha. Czego ma za dużo. Czego mu brakuje. Gdzie odpoczywa. Co chce zostawić za drzwiami swojego domu.

A później próbuję przełożyć tę historię na przestrzeń.

Mam ogromną nadzieję, że kiedy ten dom już powstanie, wszystkie światy Pani Agnieszki – zielarki, pszczelarki, żeglarki, ceramiczki, nauczycielki, miłośniczki zwierząt i kobiety żyjącej dotąd trochę „w wielu miejscach naraz” – rzeczywiście spotkają się tutaj pod jednym dachem.

I że któregoś dnia usiądzie z kubkiem herbaty we własnym salonie, spojrzy dookoła i pomyśli:

„Tak. To jest moje miejsce na ziemi.” 🌿🤎

Bo chyba właśnie po to projektujemy domy.

Nie tylko po to, żeby były piękne.

Tylko po to, żeby dobrze się w nich żyło.

Był sobie domek na Mazurach....To jedna z tych realizacji, która zostaje w sercu i w pamięci.Na Waszą prośbę raz jeszcze...
25/08/2026

Był sobie domek na Mazurach....

To jedna z tych realizacji, która zostaje w sercu i w pamięci.
Na Waszą prośbę raz jeszcze kilka fajnych ujęć z realizacji mojego projektu w tym domu.

ps. Wszystkie zabudowy na wymiar w tym domu wykonali cudowni ludzie z firmy Exluk. Polecam z całego serca ;).

Miłego oglądania.

Uwaga, mam dla Was małą niespodziankę!W moim kalendarzu projektowym właśnie niespodziewanie zwolnił się termin na LUTY 2...
24/08/2026

Uwaga, mam dla Was małą niespodziankę!

W moim kalendarzu projektowym właśnie niespodziewanie zwolnił się termin na LUTY 2027. 🌿

Wiem, że wiele osób pyta mnie o wcześniejsze terminy, dlatego zanim miejsce ponownie zniknie z kalendarza, zostawiam tę informację tutaj.

Jeśli od jakiegoś czasu chodzi Wam po głowie wnętrze ciepłe, przytulne, naturalne i z duszą — być może to właśnie ten moment.
Kto pierwszy, ten lepszy!

Na zgłoszenia dotyczące tego terminu czekam do końca dnia.
📩 E-mail: [email protected]
📞 Telefon: 698 996 654

Może właśnie w lutym zaczniemy wspólnie tworzyć Wasz wymarzony dom… taki, do którego chce się wracać.

Będzie mi miło, jeśli udostępnicie ten post — być może ktoś z Waszych znajomych właśnie czekał na taki termin.

Tym razem chcę Wam pokazać realizację projektu malutkiej i wąskiej kuchni w mieszkaniu w bloku na łódzkim Widzewie.Bo wi...
18/08/2026

Tym razem chcę Wam pokazać realizację projektu malutkiej
i wąskiej kuchni w mieszkaniu w bloku na łódzkim Widzewie.

Bo wiecie… piękne wnętrza wcale nie zaczynają się od wielkich metraży. Czasem zaczynają się od pytania: „p. Maju, ale jak my tu wszystko zmieścimy?” 😉
No i właśnie wtedy robi się ciekawie.

Tutaj każdy centymetr musiał zapracować na swoje miejsce. Powstała kuchnia niewielka, ale funkcjonalna, z dużą ilością przechowywania i blatem, przy którym można wypić poranną kawę. A przy okazji udało się zachować to, na czym zależało mi najbardziej — ciepło prawdziwego domu.

Jest więc delikatna, zgaszona zieleń, drewno, wzorzysta podłoga, trochę czerni dla charakteru, wiklinowe kosze, rośliny i kilka drobiazgów, dzięki którym wnętrze nie wygląda jak kuchnia „prosto z katalogu”. Ma być trochę niedoskonałe, trochę sielskie i przede wszystkim — do życia.

I chyba właśnie takie realizacje lubię najbardziej. Te, które pokazują, że nie trzeba mieć 30-metrowej kuchni z ogromną wyspą, żeby stworzyć wnętrze z charakterem i duszą.

To zwyczajne mieszkanie w bloku na Widzewie.
Niewielka kuchnia.
A jednak można było przemycić do niej odrobinę klimatu wiejskiego domu. 🤎

I teraz jestem bardzo ciekawa — czy uwierzylibyście, że ta kuchnia jest naprawdę tak mała? 😊

A może właśnie małe wnętrza lubicie najbardziej?

Bo dla mnie projekt nie kończy się tylko na dobraniu mebli i kolorów.Powinien sprawić, że patrzysz na wizualizację i prz...
09/08/2026

Bo dla mnie projekt nie kończy się tylko na dobraniu mebli
i kolorów.

Powinien sprawić, że patrzysz na wizualizację i przez chwilę myślisz:

„Kurczę… ja naprawdę chciałabym tam mieszkać”.

Lubię projektować wnętrza, w których można wyobrazić sobie życie jeszcze zanim ktokolwiek w nich zamieszka.

Widzę ten garnek z zupą na kuchence.
Świeży chleb na drewnianym blacie.
Polne kwiaty przyniesione z ogrodu. 🌼
Koc niedbale przewieszony przez krzesło.
Wieczorem ogień w kominku i stary film w telewizji.

W całym projekcie celowo ograniczyłam liczbę materiałów, powtarzając je w kolejnych pomieszczeniach.
Pojawiają się przede wszystkim naturalne drewno, ceramika, len, bawełna, wiklina i rattan, szkło, delikatne tynki o naturalnej strukturze oraz niewielkie elementy metalu w czerni i ciepłym mosiądzu.

Dzięki temu salon, kuchnia i korytarz – mimo różnych funkcji – są odbierane jako jedna całość.

Chciałam, aby ten projekt miał w sobie przede wszystkim spokój
i ponadczasowość. Nie zależało mi na wnętrzu opartym na chwilowych trendach, ale na domu ciepłym, naturalnym i trochę niedoskonałym – takim, w którym drewno może się z czasem pięknie starzeć, na stole mogą stać polne kwiaty, na krześle może zostać miękki koc, a przedmioty przywożone z podróży czy znalezione na targach staroci będą tylko dodawały mu charakteru.

Mam nadzieję, że ten projekt odbierzecie jako jasny, sielski i bardzo przyjazny dom, w którym po prostu dobrze się mieszka.

Miłej niedzieli ;)

Czy niewielki dom może mieć wielki klimat? Ja wierzę, że zdecydowanie tak.Dziś pokazuję Wam pierwsze dwa pomieszczenia z...
04/08/2026

Czy niewielki dom może mieć wielki klimat?
Ja wierzę, że zdecydowanie tak.

Dziś pokazuję Wam pierwsze dwa pomieszczenia z mojego najnowszego projektu – kuchnię i wiatrołap w niewielkim drewnianym domku weekendowym.

To będzie drugi dom p. Joanny i jej rodziny. Taki, do którego przyjeżdża się w piątkowy wieczór z koszem pełnym zakupów, a wyjeżdża dopiero wtedy, gdy naprawdę trzeba. Dom na weekendy. Na wakacje. Na spokojniejsze życie, choćby tylko przez kilka dni.

Moi klienci marzyli o sielskim wnętrzu pachnącym świeżym chlebem, zupą gotującą się na kuchni i polnymi kwiatami przyniesionymi z porannego spaceru. Bez pośpiechu. Bez nadmiaru. Za to z ogromną ilością naturalnych materiałów i detali, które sprawiają, że wnętrze ma duszę.

W kuchni postawiłam na ciepłe drewno, delikatny tynk gliniany, pastelową zieleń i wzorzystą podłogę inspirowaną francuskimi domami na wsi. Wiatrołap natomiast już od progu zapowiada klimat całego domu – jest malutki ale przytulny, z naturalnymi dodatkami oraz światłem wpadającym przez okno na poddaszu, które rysuje na ścianach cienie liści.

A to dopiero początek…

Przede mną jeszcze projekt:
- niewielkiego salonu,
- klimatycznej sypialni na poddaszu,
- przeszklonej werandy,
- oraz uroczego ganku.

Mam ogromną ochotę zabrać Was w tę projektową podróż krok po kroku i pokazać, jak z niewielkiego metrażu można stworzyć miejsce, do którego po prostu chce się wracać.

Jestem bardzo ciekawa…
Czy Wy marzycie o takim drugim domu – tylko na weekendy i letnie wieczory?
Dajcie znać w komentarzu czy te wnętrza łapią za serce ?.

A tymczasem uciekam łapać promienie słońca.
Miłego dnia :).

Adres

Łódź

Telefon

+48698996654

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy PASJA DO WNĘTRZ opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do PASJA DO WNĘTRZ:

Skróty

Udostępnij