18/09/2026
Historia pewnego domu pod Łodzią.
Za Nią dzień pełen liczb. Tabele, Excel, telefony, terminy, odpowiedzialność. Taka praca, w której trzeba być skupionym, konkretnym i mieć wszystko pod kontrolą.
Ale kiedy zamykają się drzwi tego domu, kończy się świat tabelek.
Tu zaczyna się zupełnie inna historia.
Dwa psy witają ją tak, jakby nie widziały jej co najmniej miesiąc. Kot — oczywiście — zachowuje stosowny dystans. 😉 Gdzieś w domu toczy się życie dwójki nastolatków. A ona najchętniej zamieniłaby biurowe buty na te do stajni, bo od lat jej największą miłością są konie. I jest ta niezwykła wolność, którą daje chwila w siodle, przestrzeń i galop.
Właśnie takie uczucie chciałyśmy przenieść do tego domu.
Projektowałam go 6 lat temu i już wtedy wiedziałyśmy, czego tutaj nie chcemy.
Nie chciałyśmy wnętrza, które będzie krzyczało: „spójrzcie, jakie jestem modne!”. Nie chciałyśmy katalogowej perfekcji ani rozwiązań, które za kilka sezonów będą przypominały, w którym dokładnie roku powstał projekt.
Ten dom miał mówić ciszej, miał być piękny w swojej prostocie.
Bez nadęcia, bez wyszukanych , drogich materiałów.
Dlatego pojawiły się naturalne drewno, ciepła biel, spokojne szarości, trochę czerni, stara cegła, wiklina, plecionki i mnóstwo zieleni. Proste formy połączyłam z elementami stylu wiejskiego, skandynawskiego i farmhouse. Motyw koni pojawia się tu i tam — subtelnie, bez dosłowności — bo wnętrze miało opowiadać o właścicielce, a nie być dekoracją na jeden sezon.
Miało być ciepło, swobodnie i prawdziwie.
Tak, żeby można było wejść z psem mokrym po spacerze. Usiąść z kawą przy drewnianym stole. Rzucić koc na kanapę. Otworzyć drzwi na ogród. Nie martwić się, że coś nie stoi idealnie na swoim miejscu.
Bo przecież przez większą część dnia trzeba mieć wszystko pod kontrolą.
W domu już nie trzeba.
I chyba właśnie dlatego tak lubię wracać do zdjęć z tej realizacji
po 6 latach.
Patrzę na nie i nie zastanawiam się, czy ten dom jest nadal modny.
Myślę sobie coś zupełnie innego:
.."dobrze, że nigdy nie próbował taki być "...
Miał być Jej miejscem.
Ucieczką od cyfr, terminów i odpowiedzialności.
Trochę jak powrót do stajni, zapach drewna, cisza po całym dniu i ta chwila, kiedy człowiek wreszcie czuje, że może puścić wodze.
Miłego dnia ;)
Zdjęcia: Janowicz Maciej sesja 2020 r.
Projekt i stylizacja: Maja Różańska Architekt Wnętrz