17/05/2026
Zawsze mi się wydawało, że jak podsuwam komuś gotowe rozwiązanie jego problemu, to jestem po prostu pomocna. Otóż nie.
Ostatnio dotarło do mnie, że nie ma w tym ani grama empatii. Ja po prostu... potwornie nie lubię bezsensownego gadania.
Najbardziej denerwuję się na samą siebie. Nie dlatego, że „nie pomogłam”, tylko dlatego, że znowu dałam się złapać na ten sam błąd. Zamiast zamilknąć, zmienić temat albo po prostu potakiwać z wyłączonym mózgiem, znowu otworzyłam usta i sprowokowałam kolejną falę ględzenia🙈
Mój nowy plan na przetrwanie? Pełen asertywny stoicyzm. Kiedy znowu zacznie się festiwal narzekania, zamiast szukać rozwiązań, po prostu głęboko odetchnę, ugryzę się w język i powiem tylko jedno słowo: „Aha”. Albo „Współczuję”. I wracam do swoich myśli. Szkoda mojej energii na nakręcanie cudzych monologów.
I niech moc będzie ze mną i pozwoli mi wytrwać w moim postanowieniu