01/10/2026
Dzisiaj będzie kij w mrowisko, bo mi się ulało 🤬.
Siedzę nad współczesnym meblem fornirowanym, który wyszedł spod ręki jakiegoś „samozwańczego artysty-rzemieślnika stolarstwa” i opadają mi ręce, nogi oraz absolutnie wszystkie części ciała, na które działa grawitacja!
To „arcydzieło” współczesnego rzemiosła stolarskiego to po prostu dramat 🤮.
Człowiek patrzy na stuletnie meble, które przetrwały zawieruchy dziejów i po odpowiednim traktowaniu potrzebują jedynie kosmetyki i odświeżenia powłok, a potem dostaje w ręce to współczesne „wybitne dzieło”, które technicznie rozsypuje się już praktycznie na starcie( mebel ma może 3-4 lata! ).
I najśmieszniejsze, albo w sumie najbardziej żałosne w tym wszystkim, jest to, co dzieje się, kiedy nie daj Boże my kobiety, wrzucamy odnowione meble na grupy tematyczne i wylewa się tam taka fala złośliwości, hejtu i wszechwiedzącego bełkotu od „panów pseudo-stolarzy”, że nawet nie wiem, jak to skomentować.
Ego napompowane do granic możliwości, a warsztat, no cóż, szkoda gadać. Najgłośniej z reguły krzyczą ci, dla których szczytem precyzji jest pocięcie płyty z hurtowni i skręcenie jej na konfirmaty( a i to, bo tak sobie oglądam właśnie taki mebel, nie zawsze wychodzi tak jak powinno😒).
Jak to jest możliwe, że ktoś z tak rozbuchanym ego i praktycznie zerowym pojęciem o rzetelnej robocie ma czelność nazywać się stolarzem? Myślę sobie, że może zamiast udawać mistrzów świata i wylewać pomyje w komentarzach, warto byłoby zacząć jednak odrobinę szanować materiał, klienta i samo rzemiosło. Bo fuszerka podpisana dumnie jako „rzemiosło” to dalej fuszerka.”
Ps. Obiecuję sobie i Wam, że nigdy więcej nie wezmę do odrestaurowania, żadnego współczesnego mebla!
Mogę odnowić, ale już nigdy odrestaurowywać. Mam nadzieję, że rozumiecie różnicę 🙂.