26/10/2025
🥹❤️🔥
Pani Alicja.
Wielkie, brązowe, łagodne oczy.
Białe włosy, jak babie lato, zaczesane w staranny kok.
Była piekną kobietą.
Nadal jest, mimo prawie 90 lat.
Emanuje od niej nieopisana dostojność.
Kiedy zaczynamy rozmowę, zaskakuje mnie niesamowitą elokwencją i płynnością wypowiedzi.
-Uczyłam dzieci języka polskiego, kochałam swoją pracę- wszystko jasne.
To pacjent kieruje rozmową.
Zdecydowana mniejszość dryfuję po powierzchni: "poproszę herbatę", czy "można poprawić poduszkę".
Większość chce zanurkować.
Na różne głębokości, ale jednak zanurkować...
Ich wzrok jest czujny.
Dozują treści i badają rozmówcę, czy można zejść głębiej.
Pani Alicja wyskakuje za burtę szpitalnego łóżka i zanurza się na głębokość dziecięcych lat.
-Wie Pani... Pochodzę z bardzo ubogiej rodziny. Było skromnie, ale kochaliśmy się naprawdę. Rodzice nauczyli mnie, że nigdy nie można mieć tak mało, by nie móc się podzielić.
Nawet jedną kromką chleba.
Sąsiedzi też byli jak rodzina.
Jeden za drugim skoczyłby w ogień. Pomagaliśmy sobie.
Rodzice mieli kozę i ta koza wykarmiła kilkoro niemowląt we wsi.
Dla mnie i pięciorga rodzeństwa nie wystarczyło, bo ile ta biedna, stara koza mogła dać mleka.
Dla moich rodziców było oczywiste, że my nie potrzebujemy tak bardzo jak te niemowlęta.
To było ważne.
Drugi człowiek. Jedność.
Mimo głodu byliśmy szczęśliwi, mieliśmy siebie.
A dzisiaj... Jak można żyć w świecie gdzie, tak często, jeden nie widzi drugiego?
Tylko pieniądze...
Dlaczego ten świat tak bardzo się zmienił?
Trzymam Panią Alicję za rękę.
Chyba naiwnie liczę na transfuzje życiowej mądrości...
To ja chłonę od niej, nie ona ode mnie...
Wychodzę z hospicjum.
Patrzę na świat jak na film.
Stara koza i kromka chleba nie chcą wyjść z mojej głowy.
Patrzę na reklamowe bilbordy.
Promocja!
Obniżka na szczęście.
Mijam galerię handlową.
Przez obrotowe drzwi wysypują się ludzie, obładowani ometkowaną "radością".
Często jak odrębne, jednoosobowe światy...
Oczami wyobraźni widzę tam Panią Alicję z kromką chleba, kozą na sznurku i sercem na dłoni.