07/09/2026
Wyobraź sobie kobietę, która ma u stóp cały świat. Jest córką „króla polskiej nafty”, uczy się malarstwa w Paryżu od samej Olgi Boznańskiej. Warszawskie salony stoją przed nią otworem. Mogłaby spędzić życie w luksusie. Tymczasem pakuje walizki i rusza na prowincję, na przedwojenne Podlasie. Bo tam, w surowych, wiejskich chatach odkrywa skarb, który postanawia uratować od zapomnienia.
Książka Magdaleny Stopy „Eleonora Plutyńska. Wielka dama polskiej tkaniny” wpadła mi w ręce już jakiś czas temu i przeczytałam ją jednym tchem. To porywająca biografia artystki, a także niemniej fascynująca historia jej ojca, opowiedziane na tle burzliwych wydarzeń historycznych.
To opowieść o chodzeniu "na przekór" oraz realizowaniu swoich celów z uporem, krok po kroku.
Plutyńska wchodzi w środowisko wiejskich tkaczek, uczy się od nich technik, wspólnie eksperymentują z naturalnymi barwnikami roślinnymi. Namawia je do porzucenia gotowych wzorów publikowanych w pismach i zachęca do pracy "z głowy". Efekty są znakomite i dają początek fenomenowi polskiej tkaniny dwuosnowowej.
Późniejsza działalność w Spółdzielni „Ład” oraz na warszawskiej ASP staje się jednym z fundamentów późniejszych, światowych sukcesów polskiej szkoły tkaniny, z Magdaleną Abakanowicz na czele.
Magdalena Stopa, którą miałam przyjemność poznać podczas Festiwalu Tkackiego Podlaskie Sploty, ukazuje Plutyńską wielowymiarowo. Nie unika kontrowersji ani pytań o granice ingerencji w autentyczną sztukę ludową.
Jeśli temat Was ciekawi, polecam zanurzyć się w lekturze u schyłku lata. A ja, wzorem Eleonory Plutyńskiej, pakuję walizki i... ruszam na Podlasie :)