03/04/2026
Marzec był trudny. I bardzo twórczy. Był mieszanką tego, co w życiu kocham i nienawidzę. Przypomniał mi dobitnie, że piękne rzeczy powstają nie z samego talentu, ale przede wszystkim z pracy, z powtarzania tego samego zadania setki razy, by w końcu poczuć ciałem jego znaczenie. Jeszcze nigdy w tak krótkim czasie nie przygotowałam tyle ceramiki, co przez ostatnie trzy tygodnie i napawa mnie to dumą. Ale pracowałam każdego dnia, nie celebrowałam weekendów, nie korzystałam z wiosny, ratowała mnie kawa i to mnie boli, bo nie jest o mnie. Ale taki to czas. Przyjmuję go jako bardzo ważną lekcję o sobie. Lekcję, z której nie rozliczy mnie nikt inny, tylko ja sama.
Podsumowanie w liczbach:
1 nowa pieczątka z moim odręcznym podpisem
17 czarek z malowanymi górami + 3 z wadą, które posłużą jako próbniki szkliw
18 kubków z malowanymi górami
10 kubeczków z rytowanymi roślinkami
10 talerzyków z rytowanymi roślinkami
1 giga wazon roślinkowy
2 wazony rytowane we wzór drzewo + jeleń, ale próba szkliwienia nieudana
1 patera drzewo z jeleniem
2 MASKI (ostatnie zdjęcie) i napełnienie inspiracją na następny miesiąc, bo wiem, jaki kierunek w rzeźbieniu obiorę
To ciągle work in progress, bo szkliwienie odbędzie się po świętach, po mojej krótkiej ucieczce w góry. A kwiecień będzie miesiącem masek 🧡
Jak Wasz marzec? Czy to było trudne przejście z zimy w wiosnę? Czy słońce napełniło Was już energią?