05/05/2026
Kiedy wracam ze szlaku, góry wcale się nie kończą. One dopiero zaczynają swoje drugie, cichsze życie w mojej pracowni. 🖌️
Patrzycie na to zdjęcie i widzicie mnie przy sztaludze. Ale to, co ja czuję w tej sekundzie, to nie tylko pędzel w dłoni i zapach farb. To powrót do tych chwil, gdy stałam na szczycie.
W tym momencie, gdy pędzel dotyka płótna, mieszam farby nie tylko po to, by odtworzyć kolor skały czy nieba. Mieszam w nich mój oddech, bicie serca na stromym podejściu, szum wiatru w uszach i ten paraliżujący zachwyt, gdy przestrzeń otwiera się przed oczami.
⛰️ Malowanie gór to dla mnie akt głębokiej intuicji. To próba przeniesienia na płótno tej niewiarygodnej energii, która tam jest. Czasem czuję, jak surowy granit prowadzi moją rękę, innym razem to miękkość mchu pod stopami nakazuje mi użyć łagodniejszych, rozmytych plam.
To niesamowity, intymny proces. Zamykam wielki, dziki majestat w ramach obrazu. Próbuję uchwycić tę ulotną sekundę, w której słońce przebija się przez chmury i sprawić, by trwała wiecznie. Kiedy maluję, zapominam o czasie. Liczy się tylko ta relacja: Góra – Ja – Płótno.
Dopiero wtedy, gdy obraz jest gotowy, czuję, że moja wędrówka naprawdę się skończyła. To moja największa nagroda: wiedzieć, że kawałek tej czystej, górskiej intuicji, która mnie prowadzi, może stać się częścią Waszego świata i przynieść Wam ten sam spokój, którego ja szukam na szczytach. ❤️
www.joannagonda.art