12/02/2026
Istnieje powiedzenie, że ludzie się nie zmieniają. Coś w tym jest. W każdym z nas siedzi zestaw cech i upodobań, które z czasem można co najwyżej lekko doszlifować. Długo byłem przekonany, że tak samo jest z moimi kulinarnymi przyzwyczajeniami. Mam swoje ulubione smaki i konsystencje, do których wciąż wracam. Miałem też prywatną „czarną listę” potraw, bez których mój kulinarny świat mógłby się spokojnie obejść.
Od dzieciństwa prowadziła zupa mleczna z makaronem. Koszmar kolonijnych stołówek, przez który dwa razy w tygodniu chodziłem głodny. Na samą myśl mam ścisk w żołądku. Tuż zaraz za nią, zamieniając się miejscami, były fasolka po bretońsku i wątróbka. Kiedy mama serwowała je na obiad, byłem strasznie nieszczęśliwy. Po kilku latach rodzinnych negocjacji skapitulowała i gdy tylko te dania pojawiały się w domu, dostawałem dyspensę na moje ukochane tłuczone ziemniaki ze śmietaną. I tak żyłem sobie spokojnie, z głowy wykreślając dawne kulinarne traumy. Do czasu.
Z fasolką przez przypadek pogodziłem się na jednym z polowań zbiorowych. Nie było wyboru, człowiek zmarznięty i głodny zjadł to co dawali. Ku mojemu zaskoczeniu smak, który pamiętałem z dzieciństwa, okazał się inny i całkiem ciekawy. Uznałem to za jednorazową przygodę, ale przy kolejnej okazji jadłem już z prawdziwą przyjemnością. Dziś dobra fasolka z porządną kiełbasą potrafi wywołać uśmiech.
Podobną drogę przeszła wątróbka. Jej charakterystyczny aromat skutecznie odbierał mi apetyt. Wszystko zmieniło się w moich ukochanych Bieszczadach. W karcie lokalnej knajpy była wątróbka drobiowa po litewsku z gruszką i konfiturą z żurawiny. Zamówiłem z ciekawości. Na talerzu dostałem danie soczyste, świetnie doprawione i zaskakująco delikatne. Do dziś uważam je za najlepsze, jakie jadłem, choć pewna osoba twierdzi, że potrafi zrobić lepsze i obiecała mnie zaprosić. Jeśli to czyta, niech potraktuje to jako przypomnienie.
W mojej dzisiejszej propozycji kacza wątróbka z jabłkiem i cebulką, flambirowana w brandy, z majerankiem i tymiankiem. Do tego kremowe puree z odrobiną oliwy szczypiorkowej. Danie tak aromatyczne, że zapach pozostawał jeszcze długo po tym jak zdążyliśmy zapomnieć o obiedzie.
Mój przykład pokazuje, że z wiekiem można odkryć przyjemność tam, gdzie kiedyś widziało się tylko przeszkodę. Na szczęście u mnie dotyczy to wyłącznie jedzenia.
P.S Zupy mlecznej nadal nie dotknę 😉
wśród fanów